Rozdz 3
COŚ WIĘCEJ
COŚ WIĘCEJ
Sobota. Umówiłam się dzisiaj z Werą
w stajni. Umyłam się i ubrałam oraz zrobiłam sobie śniadanie. Poszłam do parku
na spacer z Alexem, żeby się odprężyć przed jazdą. Dużo rozmyślałam o
wczorajszych wydarzeniach. Cieszyłam się, że moja przyjaciółka chodzi ze swoim
księciem z bajki. Lecz z jednej strony źle się z tym czułam. Miała szczęście.
Też bym chciała by spotkała mnie taka miłość. „A jeśli Filip też mnie kocha?
Przecież chciał mnie pocałować! „ – moje myśli nie dawały mi spokoju.
Przechodząc obok oczka wodnego spotkałam Weronikę z Zefirem.
-Hej-zawołałam. Wtedy odwróciła się w moją stronę. Ujrzawszy mnie podbiegła
do nas.
-Siemka.
-Spacerujesz z Zefirem ? To dziś za dwie godzinki, o 11.00 tak ?
-Jasne! Jezus to już za dwie godziny?! Straciłam rachubę czasu…
-Nie dziwię się jeśli cały czas Kamilek chodzi Ci po głowie.
-Mordka w kubełek Ksiu :* A co z Filipem?
-Nic…może dzisiaj się okaże.
-Założymy się?- spojrzała na mnie zza rzęs, z podejrzliwym błyskiem w
oczach.
-O co?
-O to, że Filip Cię dzisiaj pocałuje.
-HAHA! Okej! O co się zakładamy?
-hyyymmm…Potrzebuję nowy czaprak. Jeśli Cię pocałuje kupisz mi ten w
zeberkę co mi się tak podobał.
-Okej. A jeśli ja wygram to…to kupisz mi te zacną derkę z kosmosu.-
Widziałam niepokój w oczach Wery, bo wiedziała, że jest droga.
Po chwili odpowiedziała:
-Zgoda!
-Zgoda!
Na znak ścisnęłyśmy sobie dłonie. Zbliżała się dziesiąta, więc pożegnałyśmy
się i ruszyłyśmy we własne strony. Chodziłam jeszcze około pół godziny z moim
rozbawionym i pełnym energii psiakiem. Zbliżała się 11, więc powoli wracaliśmy
do domu. Wskoczyłam do pokoju, a Alex za mną i szybko się przebrałam. Odwróciłam
się i zobaczyłam piękne oczęta mojego pieska proszącego o zabawę. Podrapałam go
tylko za uszkiem i wyciągnęłam bryczesy i jakiś T-shirt. Gdy już byłam gotowa,
szybkim krokiem zeszłam na dół.
-Kasiu, gdzie się wybierasz ? - spytała mama
-Idę do stajni, jestem umówiona z Werą... Papa...
Wyszłam z domu i ruszyłam w stronę stajni. Weronika już tam na mnie
czekała. Była w boksie Czorta.
-Kasia, szybko idź do Capri !
-Już, już...
-Jeździmy dziś ? Może w teren ? Spytałybyśmy się pani Anny.. - rzuciła
propozycje moja ukochana przyjaciółka.
-Hmmm... No nie wiem... Nie lepiej dziś poćwiczyć ? Niedługo zawody.
Pojedziemy następnym razem.- odpowiedziałam czyszcząc Capri.
-Też racja.
Zajęłyśmy się więc końmi. Po chwili już je dosiadłyśmy. Koniki dziś bardzo
dobrze sobie radziły. Postanowiłam, że dzisiaj z Capri damy z siebie wszystko i
ustawiłam bardzo wysokie przeszkody. Weronika z Czortem też podjęli wyzwanie.
Czułam, że latam! To było wspaniałe uczucie. Po pokonaniu toru przeszłam do
kłusu i Weronika zaczęła pokonywać przeszkody. Gdy nagle zza budynku wybiegł
jakiś pies szczekając, biegł w naszą stronę. Weronika w tym czasie najeżdżała
na przeszkodę. Konie się spłoszyły! Capri zaczęła panicznie uciekać, a Czort
wyłamał tuż przed przeszkodą i stało się to czego się obawiałam. Weronika
spadła na poprzeczki! Przerażony rumak tylko uciekał. Uspokoiłam Capri i szybko
z niej zeszłam. Złapałam Czorta i poszłam szybkim krokiem do Weroniki.
-WERA! Wszystko okej?!
-Taaaaaaaaaak…Czekaj złapię oddech.
-WERA! Wszystko okej?!
-Taaaaaaaaaak…Czekaj złapię oddech.
-Jeny…Mocno walnęłaś?
-Nie wiesz? Przecież to nie jest drewno tylko gąbeczka.- spojrzała na mnie
ironicznym wzrokiem i zaczęłyśmy się śmiać. Weronika wzięła głęboki oddech i
wstała.- Widzisz wszystko okej.
Patrzyłam na nią lekko przerażona. Mogła sobie połamać żebra. Wzięła ode
mnie Czorta, wymasowała go trochę i zaraz gry się trochę rozluźnił go dosiadła.
Ja też wsiadłam na Capri i występowałyśmy konie. Stwierdziłyśmy, że i tak
dobrze się dzisiaj spisały i nie będziemy ich już bardziej męczyć. Gdy zaprowadziłyśmy
konie do boksów przyszedł Kamil z Filipem. Nowy chłopak Wery wszedł do boksu
Czorta, a jego przyjaciel do tego, w którym zajmowałam się Capri.
-Cześć - zagadał Filip.
-Hej... Co tu robisz ?
-Kamil umówił się z Werą to pomyślałem, że też wpadnę- w tym momencie
spojrzał mi w oczy i złapał za rękę. Uścisnęłam ją na znak, aby się trzymał dalej. Zaraz jednak
ją puściłam, ponieważ musiałam dokończyć czesanie grzywy mojej klaczy. Filip mi
pomagał obściskując mnie od tyłu. Było to bardzo przyjemne, w jego objęciach
czułam się jak w niebie. W tym samym czasie Wera rozmawiała z Kamilem. Nie umknęło
też mojej uwadze, że się całowali. To tak słodko wyglądało. Wera go trzymała za
rękę i pełna seksapilu oparła go o
ścianę. Jednak postanowiłam skupić uwagę na mojej klaczy. Gdy skończyłam czesać
grzywę, Filip obrócił mnie w swoją stronę, spojrzał mi prosto w oczy i
delikatnie, prawie niepostrzeżenie objął w biodrach. Przeszło mnie uczucie
gorąca. Nogi mi się tak uginały, że nie mogłam ustać. Przejechał mi ręką po
boku bioder i brzucha, ramieniu i aż do policzka. Nagle zaczął się powoli
przybliżać. Teraz to ja złapałam go w pasie, lekko odsunęłam i oparłam go o
ścianę. Znów nasze spojrzenia się spotkały. Filip uśmiechnął się czarująco i po
chwili się nachylił i... mnie pocałował ! Gdy chwila rozkoszy minęła, stałam
lekko zszokowana lecz zaraz się do niego przytuliłam. Odchyliłam się lekko i się do niego uśmiechnęłam. Powędrował jeszcze trochę
rękoma po moich plecach, a potem odsunął się od ściany. Wtedy uciekłam z jego
objęć i pogłaskałam jeszcze Capri i wyszliśmy z boksu. Okazało się, że Kamil z
Weroniką już wyszli, ponieważ Wera po rozmowie z mamą o upadku musiała wrócić
do domu i miała pojechać do lekarza, a jej "Romeo" ją odprowadził.
Gdy wychodziliśmy ze stajni Filip się zatrzymał. Złapał mnie w talii i przybliżył
się do mnie. Nachylił się i zaczął mnie głaskać po policzku. Teraz to ja zebrałam
w sobie odwagę, objęłam jego szyję i czule pocałowałam. Filip go odwzajemnił i
nasz pocałunek się przedłużył. Czułam się jak w niebie! Gdy nasze usta się
rozeszły, spojrzeliśmy sobie w oczy, a
ja go mocno przytuliłam. Filip zaproponował, że mnie odprowadzi do domu. Wracając
uśmiechaliśmy się do siebie. Rozumieliśmy się bez słów. To był mój
najszczęśliwszy dzień w życiu!
-Tutaj mieszkam - powiedziałam zatrzymując się pod moim domem.
-Tutaj mieszkam - powiedziałam zatrzymując się pod moim domem.
-Dobrze... Tylko chciałbym Cię o coś zapytać…- uśmiechnął się zawstydzony.
-Słucham? – uśmiechnęłam się by dodać mu otuchy.
-Czy chciałabyś…zostać moją dziewczyną? – mówiąc to złapał mnie za ręce i
się lekko przybliżył.
Byłam w szoku. W duszy skakałam ze szczęścia! Ale jak na złość nagle moja
mama wyszła z domu i razem z Filipem szybko od siebie odskoczyliśmy.
-Dzień dobry.- popatrzyła na Filipa.
-Dzień dobry Pani…eee…ja właśnie już szedłem…Pa Kasia. Pogadamy jutro w
szkole.
Patrzyłam tylko jak zmieszany odchodzi, a miało być tak pięknie! Odwróciłam
się, a w drzwiach stała moja mama. Uśmiechnęła się do mnie i zarzuciła brwiami
na znak, że wie co się kręci. Spuściłam wzrok i pobiegłam do pokoju. Położyłam
się na łóżku i rozmyślałam co będzie jutro. Czy znowu się mnie zapyta? Chyba,
że moja mama go do mnie zniechęciła. Myślałam o naszych pocałunkach. Nawet, że
muszę teraz kupić Weronice ten głupi czaprak uważam, że warto było. Miałam lekki mętlik w głowie i nie spałam pół nocy.
Jednak w końcu udało mi się zasnąć.
~Weronika i Kasia
Jak się Wam podobało? :D Piszcie w komach!
